Kolejny skok życia opolskiego lekkoatlety

Fot. Rafał Mielnik/ Agencja Gaze

LEKKOATLETYKA. Konrad Owczarek (AZS KU Politechnika Opolska) skoczył wzwyż aż 2,28 m. Ten światowy rezultat daje mu przepustkę na ME w Barcelonie
O tym, jak dobry jest to wynik, świadczyć może choćby fakt, że Sylwester Bednarek, zdobywając w ubiegłym roku brązowy medal MŚ w Berlinie, skoczył tylko 4 cm wyżej, a Owczarek z tym rezultatem uplasowałby się tuż za podium. Z dużą przewagą wygrałby także tegoroczne zawody Diamentowej Ligi w Szanghaju.

Rozmowa z Konradem Owczarkiem

Jacek Konopacki: 2,28 m to 10. wynik na aktualnej tegorocznej liście światowej.

Konrad Owczarek: Co pan mówi? Naprawdę? Nawet się nad tym nie zastanawiałem.

Czuł Pan przed zawodami, że będzie aż tak dobrze?

- Szczerze mówiąc, nie. Nie zapowiadało się nic szczególnego, nie czułem przypływu sił witalnych (śmiech). Zacząłem nisko, od 2,06 m, bo rywale mieli nieco słabsze życiówki. Później zaliczyłem bez kłopotów 2,16 i przeskoczyłem od razu na 2,25. Pomyślałem, że jeśli mam pobić rekord życiowy [2,22 m - przyp. red.], to nie ma na co czekać. Niespodziewanie skoczyłem już w pierwszej próbie. Kolejną wysokość - 2,28 m - ku mojemu zaskoczeniu także zaliczyłem w pierwszym podejściu. Niewiele zabrakło, a dałbym radę także 2,30. Potem doszły już jednak emocje związane z wypełnieniem minimum na mistrzostwa Europy i dwie kolejne próby były już bardzo nieudane.

Na ten sezon planowałem co najwyżej 2,25 m. To wydawało się optimum, a tutaj już teraz udało się skoczyć wyżej. Jestem bardzo mile zaskoczony. To efekt ciężkich treningów w ostatnim półroczu na obozach kadry pod okiem trenera Lecha Krakowiaka.

Jak to się stało, że trafił Pan do kadry?

- W ubiegłym roku na wielobojach w Opolu skoczyłem 2,20 m, dzięki czemu zostałem powołany. To był bardzo ważny skok w mojej karierze. Nie wiem, co by było dalej, gdybym wtedy tego nie przeskoczył. Czy byłbym tutaj, gdzie jestem, czy byłoby znacznie gorzej? Teraz wykonałem kolejny bardzo ważny skok. To może być dla mnie przepustką do startu w dużych zawodach.

Wypełnił Pan minimum PZLA na ME. Czy start jest już pewny?

- Według przepisów muszę jeszcze dwukrotnie potwierdzić ten wynik, ale zaraz po zawodach rozmawiałem z trenerem Krakowiakiem i zapewniał mnie, że niezależnie od wszystkiego do Barcelony pojadę.

Mistrzostwa dopiero w lipcu. Co czeka Pana do tego czasu?

- Teraz ciężkie przygotowania do mistrzostw Polski, które odbędą się za trzy tygodnie w Bielsku-Białej. Chciałbym oczywiście potwierdzić tam minimum, ale będzie bardzo trudno. Dojdą przecież emocje związane z rangą zawodów. Trochę szkoda, że odbędą się one w Bielsku-Białej, tamtejszy stadion nie jest zbyt dobry dla skoczków. To stary obiekt, skocznia jest już zużyta, warunki są kiepskie. Z drugiej strony to dla mnie szczęśliwe miejsce, w zeszłym roku zdobyłem tam złoto młodzieżowych mistrzostw Polski. Może teraz uda się wywalczyć tam medal wśród seniorów? To byłoby wspaniałe.