Medal mistrzostw Polski cieszy jak zawsze, ale nie wynik

Konrad Owczarek

Konrad Owczarek (Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja)

Konrad Owczarek, skoczek wzwyż AZS-u KU Politechniki Opolskiej, zdobył w Spale tytuł halowego wicemistrza Polski. Mimo to nie może do końca być zadowolony ze startu, nie uzyskał bowiem minimum na halowe mistrzostwa Europy w Paryżu.
W lecie ubiegłego roku 23-letni opolanin osiągnął największy sukces w swojej dotychczasowej karierze - najpierw wywalczył srebro mistrzostw kraju, a później wystąpił w mistrzostwach Europy w Barcelonie. Zimą chciał powtórzyć ten sukces na hali, niestety, udało się to tylko połowicznie.



Mówi skoczek wzwyż:

Jacek Konopacki: Tytuł wicemistrza Polski cieszy, ale radość byłaby większa, gdyby udało się jeszcze wypełnić minimum na halowe ME.

Konrad Owczarek: Zdecydowanie. Oczywiście, medal cieszy jak najbardziej, bo jechałem do Spały z nastawieniem na podium, ale uzyskany wynik - 2,18 m - jest słaby, a do minimum na HME zabrakło mi aż 9 centymetrów. Nie mogę więc być do końca zadowolony. Zresztą mało kto może, bo choć minima były niższe niż na mistrzostwa w Barcelonie, niewielu lekkoatletom udało się je wypełnić, a do Paryża pojedzie tylko 18 osób, podczas gdy wtedy było nas aż 77.

Początek roku był wyjątkowo pracowity, od połowy stycznia wystąpił pan w aż siedmiu zawodach. Z czego to wynikało?

- Startów było rzeczywiście dużo, początkowo nie planowaliśmy aż tylu, ale bardzo zależało mi na przeskoczeniu 2,27 m i wywalczeniu minimum. Początek był obiecujący, w każdych zawodach poprawiałem swój rezultat [pod koniec stycznia skoczył na mityngu w czeskiej miejscowości Hustopece 2,20 m - przyp. red.] i wydawało się, że forma będzie dalej rosnąć. Niestety, okazało się, że ustabilizowała się na poziomie 2,20 i wyżej skoczyć się nie dało. Ostatnia szansa była na mistrzostwach kraju, ale znów było nie najlepiej.

Czego zabrakło?

- Popełniam zbyt wiele błędów technicznych. Siła czy szybkość są na odpowiednim poziomie, ale w technice są braki. Niestety, nie mam w Opolu możliwości trenowania na hali, więc jedyne okazje do poprawienia techniki miałem na obozach kadry w Łodzi, to było jednak zbyt mało, aby nadrobić braki. Być może jakiś wpływ miała także absencja Sylwestra Bednarka, którego jestem sparingpartnerem na treningach. Sylwek jest kontuzjowany, właśnie przeszedł operację, więc muszę, niestety, trenować sam.

Poza tym okres przygotowawczy był zbyt krótki, a do tego doszła jeszcze tak duża liczba startów plus przejazdy i wyjazdy na zgrupowania, przez co mniej trenowałem, a nałożyły się jeszcze sprawy na uczelni.

Temat halowych mistrzostw Europy jest już zamknięty. Nie ma o czym mówić, teraz muszę skupić się na przygotowaniach do sezonu na otwartym stadionie.

Czy różnica w startach w hali i na stadionie jest duża? Co pan woli?

- Część zawodników nie przygotowuje się jakoś specjalnie do hali, część traktuje to tylko jako przetarcie przed sezonem letnim. Ja także nie szykowałem się jakoś specjalnie na halę. Zresztą zdecydowanie wolę skakać na otwartym stadionie, praca na świeżym powietrzu jest znacznie przyjemniejsza (śmiech).

Co teraz przed panem?

- Na razie dłuższa przerwa w startach, trochę od tego odpocznę, a więcej czasu poświęcę za to na mocne przygotowania. W marcu jadę na kolejny obóz kadry do Szczyrku, aby w górach ciężko pracować. Kolejne zawody dopiero pod koniec maja albo na początku czerwca. W tym roku najważniejsze są mistrzostwa świata i Uniwersjada. Minima są dość wysokie - odpowiednio 2,31 i 2,27 - ale chcę powalczyć o wyjazd.

Tak naprawdę nadrzędnym celem jest olimpiada i wszystko jest temu podporządkowane. Wiem, że o awans do kadry na igrzyska będzie bardzo trudno, ale małymi kroczkami, krok po kroku, chcę dojść do celu.