Odra już nie taka Opolska

Kiedy w 2009 roku powstała Oderka Opole, jednym z głównych założeń było oparcie zespołu na piłkarzach z miasta i regionu. Awans do II ligi udało się wywalczyć jednak dopiero wtedy, gdy klub w większym stopniu odszedł od tego kryterium
Tak wielu piłkarzy niezwiązanych z Opolszczyzną, jak w mijających rozgrywkach, w "nowej" Odrze jeszcze nie grało. W poprzednich sezonach jeśli nawet sięgano po futbolistów spoza województwa, były to raczej pojedyncze przypadki, a piłkarze ci rzadko decydowali o obliczu zespołu. Teraz było zupełnie inaczej.

Bartłomiej Danowski, Mateusz Cieluch, Damian Zawieja, Dawid Tomanek, Remigiusz Malicki to piątka zawodników, który przyszli do Opola zimą. Do nich trzeba doliczyć jeszcze Michała Filipowicza, Tomasza Wawrzyniaka, Marcina Czerwińskiego, Pawła Wasilewskiego czy Madrina Piegzika, którzy pojawili się w Odrze przed rozpoczęciem rozgrywek. Żaden z nich nie wywodzi się z Opolszczyzny, żaden nie uczył się piłkarskiego rzemiosła u nas, a jakikolwiek związek z regionem wcześniej mieli tylko Filipowicz, Cieluch, Piegzik (w przeszłości grali już w Odrze) i Malicki (w Ruchu Zdzieszowice). Do tego grona doliczyć trzeba jeszcze Dawida Łozińskiego, który co prawda pochodzi z naszego województwa, a jako junior był graczem m.in. Pomologii Prószków, ale doświadczenie zbierał w Amice Wronki, Lechu Poznań i Bałtyku Gdynia.

Piłkarze spoza Opolszczyzny stanowili więc jeśli nie większość, to co najmniej połowę podstawowego składu, który wywalczył awans, a część z nich była pierwszoplanowymi postaciami naszego Odry.

Szczególnie wyróżnić trzeba zwłaszcza Danowskiego, czołowego bramkarza III ligi (w rundzie wiosennej puścił tylko siedem bramek) oraz Tomanka, który mimo 22 lat został wręcz liderem drużyny. Nie sposób tutaj nie wspomnieć jednak również o Wawrzyniaku (26 spotkań na 30 możliwych), Cieluchu (13 na 15, niezwykle ważny gol w spotkaniu z Przyszłością Rogów), Malickim (zwycięska bramka w pojedynku z LZS-em Leśnica) czy Filipowiczu (24 spotkania, osiem goli), a także nieco już zapomnianym przez kibiców Czerwińskim (jesienią zagrał we wszystkich 15 meczach, zdobył cztery gole, zimą wrócił do Rakowa Częstochowa).

Trener spoza układów

Zmiana filozofii klubu dotyczyła zresztą nie tylko piłkarzy, ale i szkoleniowca. Dotychczas Oderkę/Odrę zawsze prowadzili trenerzy związani z miastem i regionem: Andrzej Polak, Dariusz Kaniuka i Wojciech Mielnik. We wrześniu ubiegłego roku zarząd postanowił odejść od tego i sięgnął po Dariusza Żurawia, czyli człowieka zupełnie niezwiązanego z naszym środowiskiem futbolowym.

Jak się okazało, był to strzał w dziesiątkę. Bo to właśnie szkoleniowiec spoza regionu, nieznający piłkarzy i układów, nieobciążony aż taką presją środowiska i kibiców (choć nie znaczy, że jej nieodczuwający), od początku podkreślający, że najważniejszy jest spokój i stawianie na graczy, który aktualnie są w najlepszej formie, dał Odrze upragniony awans.

Stara gwardia na posterunku, młodość goni

Z drugiej strony nie można zapominać również o ogromnym atucie Odry, jakim są jej byli piłkarze. Wszak od czasu powstania Oderki stanowili oni o sile zespołu, a nie inaczej było także i teraz. Marcin Feć, Tomasz Drąg, Maciej Michniewicz, Marcel Surowiak czy Tomasz Copik to przecież kluczowi piłkarze niebiesko-czerwonych i bez wątpienia ulubieńcy opolskich kibiców.

Warto podkreślić także, że trener Żuraw w większym stopniu niż jego poprzednicy postawił na młodszych zawodników, a ci go nie zawiedli. Podstawowymi piłkarzami Odry byli przecież m.in. 22-letni Sebastian Deja oraz wspomniani rok młodsi Danowski, Tomanek, Czerwiński i Adam Setla. A kibice oglądali w akcji również ich rówieśników Damiana Wasila, Damiana Zawieję czy jeszcze nastoletnich Damiana Wolnego, Lukasa Klemenza i Kacpra Wdowika.