Zaksa już w Rzeszowie. Wróci jako mistrz Polski?

Siatkarzy z Kędzierzyna-Koźla w sobotę i w niedzielę czekają dwa kolejne spotkania wielkiego finału PlusLigi. Po dwóch meczach rywalizacji z Resovią Rzeszów jest remis 1:1, ale jeśli Zaksa dwukrotnie zwycięży na wyjeździe, zdobędzie upragniony złoty medal.


Pierwszy mecz w hali Podpromie zostanie rozegrany o godz. 13, drugi o godz. 20. Transmisja meczów w Polsacie Sport. Warto podkreślić, iż kędzierzynianie na Podkarpaciu zameldowali się już wczoraj.



Rozmowa z atakującym Zaksy Dominikiem Witczakiem

Łukasz Baliński: Co się stało, że w Kędzierzynie-Koźlu pan nie zagrał? Jest szansa, że teraz się uda?

Dominik Witczak: Na treningu spadłem na Jurka Gładyra, noga uciekła na bok i nie było żadnego ratunku. Początkowo nie wyglądało to tak źle, ale z czasem noga mocno opuchła. I to jest największy problem, bo o ile ból jest do wytrzymania, to opuchlizna mocno blokuje ruch w stawie i z tym próbujemy walczyć.

Zacząłem już delikatnie odbijać piłkę na treningach, ale jeszcze nawet nie zacząłem biegać, także na grę i skakanie raczej są marne szanse, choć robimy wszystko, co się da. Na dziś jednak kiepsko to wygląda.

Na pewno trudniej ogląda się mecz na trybunach, niż gra?

- To nie ulega wątpliwości, bo nerwy z boku są znacznie większe. Ciężka sprawa, wiadomo, że chciałoby się pomóc drużynie, ale przecież nigdy nie wybiera się kontuzji, gdyby tak było, to wszyscy bylibyśmy cały czas zdrowi.

W tym roku hala w Rzeszowie jest prawdziwą twierdzą. Nie boicie się, że jej magia zadziała także teraz?

- Na pewno się nie boimy. Fajnie gra się takie mecze, kiedy czuć atmosferę widowiska, w końcu to finał mistrzostw Polski, a żeby do niego wejść, walczyliśmy cały sezon. Skupiamy się na grze, nie patrzymy na kibiców i na to, że są bardziej za rywalami, to nie będzie nam przeszkadzało. Zresztą nasze wyniki w Rzeszowie w ostatnich latach pokazują, że jesteśmy w stanie tam wygrywać. Teraz również mocno w to wierzymy.

Jak trzeba zagrać, aby nie powtórzyć błędów z poniedziałku, zwłaszcza w końcowych fragmentach setów?

- Przede wszystkim musimy lepiej serwować. Wszyscy uważamy, że nie zagraliśmy tak, jak potrafimy, że to nie był nasz poziom. W pierwszym meczu dobrze funkcjonowała nam zagrywka "float", a brakowało troszeczkę tej z wyskoku. W drugim szło nam słabiej w obu rodzajach. Gorzej też funkcjonowała nasza gra jako całość, bo przytrafiło się kilka błędów, które nie pozwalały "odjeżdżać" rywalom, a wynik cały czas był w okolicach remisu. Teraz nie możemy popełniać tylu błędów.

Jakie będą dalsze losy rywalizacji? Wszystko rozstrzygnie się już w Rzeszowie, czy wrócicie jeszcze na piąte spotkanie do Kędzierzyna-Koźla?

- Jeżeli wygramy sobotni mecz, to mam nadzieję, że w niedzielę finał się zakończy. A jeśli by się nie udało, to jestem przekonany, że wrócimy do nas. Potencjał obu drużyn jest taki, że czasami może decydować dyspozycja dnia. Nie bez znaczenia będzie też to, kto wykaże większą chęć, wolę walki i agresję. Powiem szczerze, że wierzę, iż jesteśmy w stanie wygrać tam oba pojedynki, ale jak pokazuje historia, każdy wynik jest możliwy, choć dwie porażki Zaksy są dla nas nie do zaakceptowania.