Sport.pl

Nie przyszedłem do Zaksy by grzać ławę

Po tym jak z klubem z Kędzierzyna-Koźla definitywnie pożegnał się Antonin Rouzier, wielu kibiców pokłada nadzieje w najnowszym nabytku Zaksy Grzegorzu Boćku. I nie ma się co dziwić, wszak to jeden z najlepiej zapowiadających się siatkarzy w kraju.
22-letni atakujący w poprzednim sezonie występował w AZS-ie Częstochowa i choć akademicy zajęli ostatnie miejsce w rundzie zasadniczej, Bociek był najlepiej punktującym zawodnikiem tej części rozgrywek PlusLigi.

Z naszym klubem podpisał umowę na rok z opcją przedłużenia na kolejny. W związku z jego przejściem do trójkolorowych trudno nie wspomnieć o małym zamieszaniu, jakie powstało na linii Zaksa - AZS. Częstochowa twierdzi bowiem, że wciąż ma z nim ważny kontrakt, z kolei kędzierzynianie utrzymują, że był wolnym zawodnikiem i mogli go zatrudnić. - Jego umowa z AZS-em automatycznie mogłaby się przedłużyć, jeśli podpisałyby ją obie strony. A z tego co wiem, to zawodnik tego nie zrobił - tłumaczy prezes Zaksy Sabina Nowosielska, zaznaczając przy tym, że nie boi się konfrontacji, choćby w sądzie arbitrażowym przy PLPS.

Sam zainteresowany odcina się od tematu. - Nie chciałbym tego komentować - stwierdza.



Rozmowa z atakującym Zaksy Grzegorzem Boćkiem:

Łukasz Baliński: Przenosiny z jednej z najsłabszych drużyn poprzedniego sezonu do zespołu walczącego o najwyższe cele to spore wyzwanie.

Grzegorz Bociek: Bardzo się cieszę, że trafiłem właśnie tutaj. Zaksa to nie tylko czołowa drużyna w Polsce, ale jeden z najlepszych klubów w Europie. Dostałem taką propozycję, nadarzyła się okazja, postanowiłem z niej skorzystać. Na pewno nie przychodzę po to, żeby grzać ławę.

W Zaksie czekają na pana znacznie trudniejsze wyzwania...

- Jestem młodym zawodnikiem. Grałem sezon w AZS-ie, ale też tych trudniejszych wyzwań właśnie szukam, chociażby poprzez to, że chciałbym się sprawdzić w walce o medale mistrzostw Polski. Do tego dochodzi jeszcze możliwość swoistego egzaminu na tle najlepszych siatkarzy w rywalizacji w Lidze Mistrzów.

Po ostatnich zawirowaniach w kadrze Zaksy będzie pan musiał jednak mierzyć się z pewnego rodzaju "łatką" następcy Antonina Rouziera.

- Na tym etapie mogę obiecać tylko, że dam z siebie wszystko. Chciałbym dać kibicom Zaksy to, czego według nich nie dał im Rouzier. A gdy tylko będę pracował na 100 procent, a taki mam zamiar, to moim zdaniem przyniesie to odpowiednie skutki. Swoją postawą chciałbym pomóc drużynie i wierzę, że tak się stanie.

Rozmawiamy w przededniu wylotu na Letnią Uniwersjadę w Kazaniu. Polskę będzie reprezentowała tam kadra B. Taryfy ulgowej jednak nie będzie, bo wszyscy spodziewają się medalu.

- Takie jest założenie, ale też trzeba pamiętać, że sport jest taki, że jeden mecz wyjdzie, a drugi nie. To uczy pokory i warto pamiętać, że nie zawsze wszystko wychodzi tak, jak sobie tego życzymy. Medal jest jednak w naszym zasięgu i tego się trzymamy.

Po tym turnieju w pańskiej głowie będzie już tylko Zaksa?

- 5 sierpnia zaczynamy przygotowania do sezonu ligowego w Kędzierzynie-Koźlu, ale z drugiej strony obiło mi się o uszy, że z Kazania mam pojechać do Spały na obóz przygotowawczy reprezentacji, by wziąć udział w przygotowaniach do mistrzostw Europy. Na razie czekam więc na rozwój wypadków.

Więcej o: