Świderski: reprezentacja potrzebuje rozmów

Po tym, jak reprezentacja Polski odpadła z mistrzostw Europy, czterech siatkarzy Zaksy Kędzierzyn-Koźle już niebawem wróci do treningów w klubie. Trener naszego zespołu spodziewa się ich w przyszłym tygodniu.
W przegranym po tie-breaku z Bułgarią spotkaniu barażowym o wejście do ćwierćfinału zagrali wszyscy przedstawiciele naszego zespołu. Najlepiej spośród nich wypadł atakujący Grzegorz Bociek, który zdobył aż 26 punktów. W pierwszym składzie wybiegł także kapitan reprezentacji środkowy Marcin Możdżonek i dołożył 11 oczek. Natomiast grający na tej samej pozycji Łukasz Wiśniewski i przyjmujący Michał Ruciak, byli zawodnikami "zadaniowymi" i wchodzili na parkiet tylko przy serwisie biało-czerwonych.

Tymczasem ich koledzy z Zaksy pracują coraz mocniej, przed rozpoczynającym się za blisko dwa tygodnie sezonem. Mają już za sobą m.in. mecz o Superpuchar Opolszczyzny, udział w IX memoriale im. Arkadiusza Gołasia oraz bardzo nietypowy sparing. W miniony weekend nasz zespół zmierzył się bowiem z siatkarkami Chemika Police. Tym samym na parkiecie dochodziło do pojedynków choćby pomiędzy Małgorzatą Glinką-Mogentale, Anną Werblińską i Agnieszką Bednarek-Kaszą a Pawłem Zagumnym, Jurijem Gładyrem czy Dickiem Kooyem. Wszystko to w ramach meczu charytatywnego, z którego dochód przeznaczono na Zachodniopomorskie Hospicjum dla Dzieci i Dorosłych.

Następnie w Murowanej Goślinie podopieczni Sebastiana Świderskiego grali już na poważnie i zajęli ostatecznie drugie miejsce. Wszystko dzięki temu, iż w sobotę pokonali w półfinale imprezy Transfer Bydgoszcz (dawniej Delecta) 3:1, a w niedziele ulegli w finale Skrze Bełchatów 1:3.



Łukasz Baliński: Po tym, jak polska reprezentacja nie awansowała nawet do ćwierćfinału ME, potrzebny jest wstrząs czy też raczej rozważne działanie?

Sebastian Świderski, trener Zaksy i były reprezentant Polski: Nie ulega wątpliwości, że coś trzeba zrobić. Wyciągnąć wnioski i podsumować ten etap pracy i przede wszystkim znaleźć odpowiedź na pytania, w czym tkwi problem. Bo to kolejny taki sezon, gdzie po pierwszym bardzo dobrym roku nadchodzi kolejny rok, kiedy jest załamanie tej formy. Z drugiej strony takich reprezentacji jak my jest kilka, które także przegrały tę imprezę, a miejsca na podium są trzy, natomiast należy pamiętać, że to nasz pierwszy taki słaby sezon od lat i czy potrzebne są jakieś drastyczne ruchy? Trudno powiedzieć. Jeśli chcemy wymieniać zawodników, to trzeba się zastanowić, na kogo, bo to też jest bardzo ważne. Według mnie to są w tym momencie najlepsi zawodnicy na swoich pozycjach. Tak naprawdę to jednak bazujemy na tych samych ludziach. Zmian tutaj pewnie nie będzie.

Wiele osób żąda zwolnienia szkoleniowca...

- Trudno oceniać mi jego pracę, bo nie byłem przy tej kadrze. Natomiast muszą wypowiedzieć się zawodnicy. Oni również pracują i decydują o wyniku końcowym. Natomiast nie może to się odbyć na forum publicznym, w mediach itp. Powinno odbyć się spotkanie z przedstawicielami drużyny i trzeba wówczas poważnie podyskutować. Warto jednak pamiętać, że to nie jest tylko problem trenera, ale i innych ludzi, którzy są przy tej kadrze.

Co zawiodło w tym konkretnie meczu z Bułgarią?

- Powtórzyły się błędy popełniane wcześniej, tzn. przestoje, kolejny przegrany set po tej kilkuminutowej przerwie po drugim secie, frajerskie błędy jak choćby w końcówce tie-breaka.. Nie wolno jednak obarczać jednej osoby, tak naprawdę przecież przegrywa cały zespół. Przecież ktoś mógł wcześniej inaczej zagrać, skończyć piłkę i wtedy to się mogło inaczej potoczyć. Za dużo było błędów własnych, mieliśmy ich dwa razy więcej niż przeciwnik, a na tym poziomie to przepaść.

Jakby pan ocenił postawę swoich klubowych podopiecznych w tym spotkaniu?

- Bociek na pewno potrzebuje pracy na zagrywce, choć to też jest kwestia tego, że pewnie miał odgórny rozkaz, iż ma ryzykować w tym elemencie. Niestety, zepsuł 6 na 12 piłek, a to dużo. Natomiast pozytywnie prezentował się, jeżeli chodzi o blok, w ataku również sobie radził. Możdżonek swoją grą potwierdził, że jest ostoją reprezentacji, szczególnie w bloku, gdzie jest bardzo mocnym punktem. Ruciak i Wiśniewski zadaniowo na zagrywce większych błędów nie popełnili.

Kiedy zatem wracają do Kędzierzyna-Koźla i wreszcie będziecie mogli trenować w komplecie?

- Na pewno w przyszłym tygodniu. I wtedy zaczynamy poważne przygotowania w pełnym składzie. Jedziemy na turniej do Warszawy, gdzie będziemy starali się rozpocząć drogę do tego, co chcemy grać w przyszłym sezonie. A później sparing z Perugią zagramy na 100 procent, tak by na inauguracji sezonu z Czarnymi Radom, a potem w walce o Superpuchar Polski, zaprezentować się z jak najlepszej strony.

Przez wiele tygodni musieliście jednak sobie radzić bez tych czterech ważnych graczy. Jak wyglądały wasze treningi.

- Łatwo nie jest w takim okrojonym składzie. Można ćwiczyć technikę indywidualną, ale to wszystko do czasu, bo sezon się zbliża, a pierwszy ligowy mecz już tuż-tuż, a zatem trzeba ćwiczyć na siatce w drużynie, więc dlatego posiłkujemy się zawodnikami z Młodej Zaksy, rotujemy ustawieniami, aby jakoś to poukładać.

Memoriał Arkadiusza Gołasia to był wasz taki pierwszy poważny sprawdzian. Ciekawa impreza, silni rywale. Jakby pan ocenił postawę swoich podopiecznych?

- Z niektórych momentów można być zadowolonym, parę z nich wyglądało naprawdę ciekawie, chociaż kolejny raz potwierdziło się także to, co jest mankamentem naszej reprezentacji, że brakuje ciągłości gry, że zdobywamy albo tracimy punkty falami. Jest jeszcze dużo przestojów. Tutaj jest nasza największa bolączka i jeszcze trochę musimy nad tym popracować. Z drugiej strony na tym etapie, w naszym przypadku, to jest jeszcze zrozumiałe i na pewno będziemy się z tym jeszcze zmagać. Brakuje trochę koncentracji przez cały set, ale to też jest spowodowane tym, że tych sparingów nie było za dużo. Tym bardziej że choćby na treningach nie zawsze mamy 12 zawodników. Pojedynek z tak mocnym rywalem jak Skra Bełchatów, który jest już praktycznie w pełnym składzie, jeszcze bardziej nam te wszystkie mankamenty unaocznił.

Wcześniej, wzięliście udział w nietypowym meczu. Po drugiej stronie stanęły siatkarki Chemika Police

- To była typowa zabawa, bez żadnego napinania się na wynik, tym bardziej że od samego początku Piotr Gacek i Paweł Zagumny grali po stronie dziewczyn, do nas przyszły dwie dziewczyny z Chemika: Agata Sawicka i Luca Muhlsteinova. Graliśmy na siatce 2.24, mieli zakaz skakania do bloku, atakowali z miejsca, potem zaczęły się roszady, choćby Grzegorz Pilarz grał jako atakujący, Piotr Gacek poszedł na rozegranie. Wszystko bardziej po to, żeby pograć towarzysko i się pośmiać, a nie walczyć o jakiś wynik. Robiliśmy też jednak dużo, żeby nikomu nie stała się krzywda.

Różnice między siatkówką męską i żeńską jest niezaprzeczalna. Gdyby miał pan wybrać jakąś siatkarkę, która poradziłaby sobie wśród mężczyzn, to postawiłby pan na...

- Małgorzatę Glinkę, choćby ze względu na wzrost i siłę, choć na pewno nie jest to ta sama dynamika co u siatkarza. Do tego ona ma też przecież niebywałe doświadczenie.

Więcej o: