Sport.pl

Dziś siatkarski hit w Kędzierzynie-Koźlu: Zaksa kontra Skra

Kibiców na Opolszczyźnie czeka prawdziwa siatkarska uczta. W hicie pierwszej rundy rozgrywek PlusLigi w Kędzierzynie-Koźlu Zaksa podejmie bowiem w hali Azoty Skrę Bełchatów.
Co prawda Skra nie jest już takim hegemonem rozgrywek jak jeszcze kilka lat temu, ale nie ulega wątpliwości, że to wciąż wielka siatkarska firma. O randze spotkania świadczyć może zresztą choćby fakt, iż wejściówki wyprzedano już kilka dni temu. Nie wszystko jednak stracone, bowiem trzy godziny przed rozpoczęciem pojedynku w kasie klubu rozpocznie się sprzedaż biletów na miejsca stojące. Trzeba jednak się spieszyć, bo ich ilość także jest ograniczona. Tym, którym nie uda się kupić biletu, pozostaje transmisja na żywo w Polsacie Sport. Początek sobotniego spotkania o godz. 14.45.

Mówi przyjmujący Zaksy Michał Ruciak.

Łukasz Baliński: Starcia tego typu robią jeszcze na panu wrażenie?

Michał Ruciak: Każdy mecz ma swoją historię. Do każdego spotkania staramy się tak samo mocno koncentrować i dostosować odpowiednią taktykę. Myślę jednak, że podczas rundy zasadniczej takie mecze nie mają aż takiego "ciśnienia". Wiadomo, że jest to walka o punkty i miejsce w tabeli przed główną częścią sezonu, ale prawdziwe emocje zaczynają się dopiero w play-off.

Graliście ze sobą już wiele razy. Można się jeszcze w takich pojedynkach wzajemnie zaskoczyć?

- O tym trudno raczej mówić. Zarówno nasi statystycy, jak i statystycy z Bełchatowa mają nas wszystkich rozpisanych. Wiedzą, jak gramy, także trudno się spodziewać jakichś totalnych zwrotów akcji. W takich spotkaniach bardziej liczy się to, kto lepiej zrealizuje taktykę, w jakiej dyspozycji są poszczególni zawodnicy itp.

Skra w tym sezonie sprawia zdecydowanie lepsze wrażenie niż w poprzednim. Skąd taka przemiana?

- Jest nowy trener, zaciąg nowych zawodników, przez co drużyna jest odmieniona, a jak by tego było mało, Mariusz Wlazły wrócił na swoją nominalną pozycję atakującego. A zatem wszystkiego po trochu. Gra im się układa i w tym sezonie prezentują się rzeczywiście znacznie lepiej.

Wasze wyniki z kolei nie do końca satysfakcjonują.

- Kilka punktów więcej można było zdobyć, ale taki jest sport. Poza tym to początek sezonu i nie ma mowy o jakimkolwiek dramacie. Było tylko kilka kolejek, a przecież liga jest dłuższa niż w poprzednim sezonie, na pewno będziemy walczyć do samego końca i będzie czas, żeby to wszystko dograć i poukładać.

Od ostatniego waszego pojedynku mija siedem dni. To pierwszy taki przypadek, kiedy nie graliście w środku tygodnia. Odpoczęliście wreszcie?

- Przede wszystkim psychicznie od tej ciągłej walki o stawkę, kiedy to mieliśmy spotkania co trzy dni, co samo w sobie jest już morderczym wyzwaniem. Do tego dochodzą jeszcze częste podróże: loty samolotem i jazda autokarem. I to wszystko się kumuluje. Ten tydzień luzu był nam bardzo potrzebny. Był czas na normalne treningi i mamy nadzieję, że będzie coraz lepiej.

Przed tym sezonem został pan kapitanem Zaksy. Czuje pan przez to większą odpowiedzialność za wyniki?

- Presji nie ma, ale na pewno jest olbrzymia mobilizacja i świadomość troszeczkę innych zadań. Nie tylko na boisku, bo przecież sama funkcja kapitana nie polega tylko na dyskusji z sędziami, ale też choćby na tym, żeby mentalnie się wspierać. Zresztą często czynimy to nawzajem. Znamy się naprawdę już bardzo długo, co też mocno procentuje.

Więcej o: