Sport.pl

Wojownik Kooy zagra na medal?

Chociaż Zaksa Kędzierzyn-Koźle po dwóch rozdziałach walki o trzecie miejsce w PlusLidze przegrywa z Jastrzębskim Węglem 0:2, to warto pamiętać, iż rywalizacja toczy się do trzech zwycięstw. Tym bardziej, że losy tej batalii może odwrócić taki wojownik jak Dick Kooy.
Mierzący ponad dwa metry wzrostu przyjmujący kędzierzynian jest idealnym zaprzeczeniem tezy, że siatkarze z Holandii w PlusLidze nie potrafią się zadomowić i pokazać pełni swoich umiejętności.

Z dużymi nadziejami witano choćby w Jastrzębiu Nicko Freriksa, ale ten zawiódł totalnie. Gorsze i lepsze chwile, ze wskazaniem na te pierwsze, ma przez ostatnie dwa lata w tym samym klubie Rob Bontje. Niewiele lepiej z kolei spisywał się natomiast w Skrze Bełchatów Wytze Kooistra, choć w Czarnych Radom wyraźnie odżył.

Kooy jednak się wyłamał i pokazał, że warto inwestować w graczy z kraju tulipanów.

Felipe to Felipe, Dick to Dick

Tym bardziej że gdy trafił do naszego klubu, od razu zawieszono mu wysoko poprzeczkę, albowiem musiał mierzyć się z porównaniami do uwielbianego przez wszystkich Felipe Fontelesa, z którym poza grą na tej samej pozycji łączy go żywiołowy i dość trudny charakter. Brazylijczyk potrafił jednak w Zaksie uczynić z tego wszystkiego zaletę, a i z czasem Kooy pokazał, że nie boi się wyzwań. Co prawda ma inny styl gry i komunikacji, ale to wcale nie oznacza, że gorszy.

Sam podkreśla z przymrużeniem oka, że skoro we Włoszech musiał zastępować tak barwną postać jak Christian Savani, to żaden zawodnik nie jest mu straszny. - Felipe to bardzo dobry gracz i niesamowity facet. Zrobił dużo dobrej roboty Zaksie. Wiem, że fani pokochali Felipe, i mam nadzieję, że dzięki mnie też będą szczęśliwi - podkreślał Kooy, który - jak sam przyznaje - zawsze stara się wkładać maksimum energii w to co robi, ale też tak, by siatkówka zawsze sprawiała mu radość. - Lubię grę kombinacyjną z rozgrywającym, a wręcz uwielbiam grę jeden na jednego na siatce i to uczucie, kiedy uda mi się kogoś zablokować. Napędza mnie też radość fanów. Kiedy widzę, jak się cieszą z moich udanych akcji, to czuję, że to, co robię, jest wspaniałe - dodawał Holender, którego zasięg w ataku to bagatela aż 360 cm, a w bloku 340 cm.

Cieszy się, że wybrał Polskę

Co prawda początek sezonu miał słabszy, ale z czasem się obudził i z meczu na mecz coraz bardziej rozkręcał. Złożyło się na to kilka MVP po meczach naszej drużyny oraz tytuł najlepiej zagrywającego turnieju finałowego Pucharu Polski, gdzie Zaksa triumfowała.

- Nie odczuwałem wyraźnej zmiany w moich występach. Szczerze mówiąc, pracowaliśmy bardzo dobrze latem i w ciągu sezonu, tak że mogę powiedzieć, że mam teraz dobrą formę, ale największa zmiana zaszła w tym, jak gra drużyna. Byłem w niej nowy i potrzebowaliśmy trochę czasu na to, żeby lepiej się poznać i wzajemnie zrozumieć. A jeśli w drużynie jest porozumienie, to łatwiej się gra na maksimum możliwości. Dużo skorzystałem też na współpracy z Sebastianem Świderskim, który był bardzo pomocny - przyznaje sam zainteresowany, który swojego trenera pamięta także z boiska. - Był świetnym graczem. Kiedy występowałem w Maceracie, w której on też kiedyś występował, słyszałem o nim bardzo dużo dobrego.

Rozkwit formy Kooya przełożył się zresztą na grę całej drużyny. A ta krytyka, jaka spadła na nią na przełomie stycznia i lutego, przysłużyła się wszystkim. - Już to, że graliśmy źle, było dla nas bardzo przykrym faktem. To był spory szok i byliśmy zawiedzeni, na szczęście w odpowiednim momencie zaskoczyliśmy i weszliśmy na dobrą drogę - zaznacza.

Podkreśla, że nawet wtedy, gdy pojawiały się nieprzychylne mu głosy, to nie myślał o wyjeździe z Polski i pomimo że przed angażem w Zaksie interesowały się nim kluby z Rosji i Turcji, to teraz nie żałuje swojej decyzji. - W sporcie zawsze są wzloty i upadki. To nie matematyka, pewnych rzeczy nie da się przewidzieć. Jestem naprawdę szczęśliwy z wyboru, jakiego dokonałem - podkreśla.

Wciąż ma bardzo dobre zdanie o polskiej publiczności, albowiem jeszcze przed przybyciem do Zaksy był pewien, że ją pokocha, gdyż wcześniej grał kilka razy w Polsce i zawsze było to dla niego świetne uczucie. Podobało mu się to, że kibice w naszym kraju są bardzo żywiołowi i świetnie podchodzą do tego, co się dzieje na parkiecie. - Moja opinia się nie zmieniła. To było niesamowite przeżycie zdobyć puchar kraju. Fani Zaksy są fantastyczni. Ogólnie fani siatkówce w Polsce są bardzo w porządku - nie kryje uznania Holender.

...nie tęskni za Włochami

A skalę porównawczą ma na pewno, wszak występował w lidze włoskiej, uznawanej przecież do niedawna za najlepszą na świecie. Choć w rodzimym kraju szybko zdobył szczyty z Ortec Nesselande Rotterdam (mistrzostwo i Puchar Holandii), to jednak w związku z tym, że siatkówka nie jest tam obecnie zbyt popularna, a on wybijał się ponad przeciętność, stosunkowo szybko zmienił klub, i to od razu na jeden z najsilniejszych. Trafił bowiem do ekipy Casa Modena, gdzie spędził ponad trzy lata. A w listopadzie 2012 roku przeniósł się do jeszcze bardziej znanego zespołu, czyli Lube Banca Macerata. 

Jak wspomina, to były cztery sezony, których nigdy nie zapomni, dodaje przy tym jednak, że polska liga prezentuje teraz równie wysoki poziom. - Nie znajduję żadnych znaczących różnic - twierdzi.

I choć mieszkał na Półwyspie Apenińskim blisko cztery lata, i to w naprawdę pięknych miejscach, gdzie nie mógł narzekać choćby na pogodę, to podoba mu się również u nas. - Wszyscy mi mówią, że poszczęściło mi się z pogodą. Faktycznie, nie mogę się na to uskarżać. Kocham Włochy, ale w Polsce też są piękne miasta. Co do Kędzierzyna-Koźla to jest to małe miasto, ale ja lubię ciche i spokojne życie. Mnie i mojej rodzinie to bardzo pasuje - zaznacza. - Często robimy sobie wspólne spacery do lasu. Często robimy sobie wspólne spacery do lasu, lubimy też wybrać się do kina, albo na zakupy do Katowic. Dużo czasu spędzam również we włoskiej restauracji "Da Stella". Jedzenie jest tam bardzo dobre, a i lubię do niej wstąpić choćby po to by napić się kawy z jej właścicielem, moim dobrym przyjacielem Stefano - zachwala.

Przypomnijmy, iż mecz numer trzy z jastrzębianami zostanie rozegrany w sobotę w hali Azoty. Początek o godz. 17. Jeśli podopieczni Sebastiana Świderskiego zwyciężą to kolejne spotkanie odbędzie się w tym samym miejscu, z tymże dzień później (o godz. 18).

Więcej o: