Czy Zaksa Kędzierzyn-Koźle straci swojego prezesa? Kto w zamian?

Sabina Nowosielska, czyli obecna prezes Zaksy, będzie walczyła o fotel prezydenta Kędzierzyna-Koźla. Jeśli w tej walce odniesie zwycięstwo, najprawdopodobniej będzie musiała zrezygnować z szefowania naszym siatkarzom.
Tak uważa twórca największych sukcesów siatkówki na Opolszczyźnie, były wieloletni prezes Mostostalu i Zaksy Kazimierz Pietrzyk. - Tych dwóch funkcji na pewno nie da się połączyć - jest przekonany.

Z kolei Nowosielska uważa, że nawet gdyby była zmuszona zrezygnować z funkcji prezeski, to nie odpuściłaby całkowicie działalności w klubie. - Jeszcze tego dokładnie nie sprawdzałam, ale mogłabym zasiadać w jego radzie nadzorczej - podkreśla Nowosielska.

Rozmowa z Kazimierzem Pietrzykiem

Łukasz Baliński: Jak pan skomentuje fakt kandydowania prezes Zaksy na fotel prezydenta miasta?

Kazimierz Pietrzyk, były wieloletni prezes klubu siatkarskiego z Kędzierzyna-Koźla: Nie jestem zbytnio zdziwiony, bo już dwa lata temu wróble ćwierkały, że nasz klub siatkarski to jest bardzo dobre miejsce na promocję...

Możliwe jest pana zdaniem połączenie obowiązków prezesa klubu i prezydenta miasta czy to raczej wykluczone?

- Wątpię. Pełnienie funkcji prezydenta miasta wymaga znajomości działalności samorządu, zasad pracy z ludźmi. Praca w urzędzie na takim stanowisku zajmuje około dwunastu godzin dziennie, a prezesem klubu często trzeba być przez cały dzień. Jestem przekonany, że na pewno nie uda się połączyć prezydentury w mieście z prezesowaniem klubowi.

Pan jednak swego czasu dzielił posłowanie z prezesowaniem...

- Poseł do sejmu a prezydent miasta to jednak zdecydowanie nie to samo. Prezydentura jest bardziej czasochłonna.

Jeśli Sabina Nowosielska odejdzie z klubu, to kogo widziałby pan na jej miejscu?

- Trudno powiedzieć. Jestem jedynym akcjonariuszem prywatnym w klubie, a moje udziały wynoszą około pół procent. Pytanie o ewentualnego następcę pani prezes powinno być skierowane do właścicieli, którzy tych udziałów mają 82 procent. To, kto ją zastąpi, będzie już zmartwieniem akcjonariuszy większościowych.

Gdybyśmy jednak dali się ponieść fantazji?

- Swego czasu sporo mówiło się o tym, co by było, gdyby miasto przejęło klub. Prezydent miał wówczas spore wątpliwości, kto w takiej sytuacji poprowadziłby spółkę. Powiedziałem mu wtedy, że jeśli będzie trzeba, to poszukamy młodego człowieka, w wieku 35-40 lat, z wykształceniem wyższym ekonomicznym i z pasją do sportu. Zadeklarowałem, że pomogę wprowadzić go w sprawy klubu. Ale to było dawno temu.