Sport.pl

Szozda, jakiego nie znacie [WSPOMINAMY MISTRZA]

Stanisław Szozda był jednym z najlepszych kolarzy w dziejach tej dyscypliny sportu w naszym kraju, dwukrotny mistrz świata i dwukrotny srebrny medalista olimpijski, zwycięzca Wyścigu Pokoju i Tour de Pologne. Czy wiesz kim był jeden z najsłynniejszych opolskich sportowców?

Na podstawie tekstu 'Dwaj panowie na rowerach' Mirosława Maciorowskiego i Mieczysława Świderskiego.
Stanisław Szozda Stanisław Szozda Fot. Rafał Mielnik/ Agencja Gazeta

Wybór

Na rower wsiadł już w podstawówce, ale jeździł tylko turystycznie. W szkole w Prudniku na Opolszczyźnie, gdzie w końcu lat 50. przeprowadził się z rodzicami z dolnośląskiego Dobromierza, miał paczkę kumpli. Już popalali i popijali, a w szkole panował rygor. Gdy Szozda został złapany na paleniu, dyrektor wezwał matkę i zapowiedział: - Jeszcze raz i wylatuje.
8 lutego 1967 r. - ten dzień dobrze zapamiętał - poszedł z kolegami do szkolnej kotłowni i wypalił ostatniego papierosa. Potem oddał im prawie pełną paczkę i powiedział: - Macie, palcie. Ja będę jeździł na rowerze.

Stanisław Szozda (1950-2013) - polski kolarz szosowy, dwukrotny srebrny medalista igrzysk (Monachium 1972, Montreal 1976), srebrny, dwukrotny brązowy i dwukrotny złoty medalista mistrzostw świata. Zmarł po długiej chorobie. Stanisław Szozda (1950-2013) - polski kolarz szosowy, dwukrotny srebrny medalista igrzysk (Monachium 1972, Montreal 1976), srebrny, dwukrotny brązowy i dwukrotny złoty medalista mistrzostw świata. Zmarł po długiej chorobie. Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta

Szozda przez s

Tuż przed decyzją o rzuceniu palenia Szozda pożyczył koledze narty, ale ten je gdzieś zgubił, więc w zamian zaproponował Staszkowi rower. Była to kolarzówka Favorit, ale uszkodzona, bo przejechał po niej traktor. Szozda jakoś poskładał rower i zaczął jeździć. Samotnie.
W to, że może zostać prawdziwym kolarzem, uwierzył, gdy zaczął wygrywać pierwsze wyścigi. Najpierw na 18-kilometrowej trasie wyprzedził drugiego na mecie o cztery minuty 50 sekund, a kilka dni później w Opolu pobił konkurentów o minutę i 50 sekund.
Następnego dnia był trochę zawiedziony, bo "Trybuna Opolska" przekręciła jego nazwisko i w tytule napisała: "Szosda najlepszy".
Gdy nieco później w Prudniku Szozda po raz pierwszy wystartował w wyścigu dla kolarzy zrzeszonych w klubach i zajął szóste miejsce, zabroniono mu już startować wśród niezrzeszonych.

Kolarstwo Kolarstwo Fot. FELIX ORDONEZ REUTERS

Nowy, lepszy rower

Wciąż jeździł na przejechanym przez traktor favoricie i marzył o prawdziwej kolarzówce. Huragan kosztował 2,4 tys. zł, a ojciec Szozdy zarabiał 900 zł. Wiedział jednak, jak synowi na nim zależy, więc wziął pożyczkę i mu go kupił.
Wkrótce spotkało go jeszcze większe szczęście - pewnego dnia u ojca pojawili się przedstawiciele LKS Zarzewie Łąka Prudnicka (później ŁKS Prudnik), zaproponowali, żeby Staszek zapisał się do ich klubu. A jak się zapisze, dostanie profesjonalnego jaguara. Zapisał się niezwłocznie.

Trening z gwiazdami

Jego dni wyglądały tak: rano jechał do szkoły, po południu pracował z ojcem przy budowie domu, a później gnał na złamanie karku na trening do klubu.
W klubie spotkał Franciszka Surmińskiego - kolarską legendę Prudnika i całej Opolszczyzny. Surmiński był jednym z najlepszych polskich kolarzy przełomu lat 50. i 60. nazywanym "Królem Przełajów".
Po roku treningów pod okiem Surmńskiego Szozda został powołany do juniorskiej kadry okręgu opolskiego, a potem do kadry okręgu seniorów i w końcu do reprezentacji Polski szosowców, którą prowadził słynny trener Henryk Łasak.
Jadąc po raz pierwszy na zgrupowanie do Szczecina, Szozda był nieźle podekscytowany - miał trenować z najsłynniejszymi: Szurkowskim, Zenonem Czechowskim, Zygmuntem Hanusikiem, Zbigniewem Krzeszowcem czy Janem Magierą.

Na pierwszym planie Stanisław Szozda, tuż za nim Ryszard Szurkowski. - Rysiek zawsze miał wszystko przemyślane, ułożone, kalkulował i podchodził do wyścigu ze stoickim spokojem. Szozda był żywiołowy, często chciał uciekać już na pierwszym kilometrze - opowiadał trener Wojciech Walkiewicz, który 40 lat temu prowadził polską drużynę na mistrzostwach świata w Barcelonie Na pierwszym planie Stanisław Szozda, tuż za nim Ryszard Szurkowski. - Rysiek zawsze miał wszystko przemyślane, ułożone, kalkulował i podchodził do wyścigu ze stoickim spokojem. Szozda był żywiołowy, często chciał uciekać już na pierwszym kilometrze - opowiadał trener Wojciech Walkiewicz, który 40 lat temu prowadził polską drużynę na mistrzostwach świata w Barcelonie MIECZYSŁAW ŚWIDERSKI/REPORTER

Liczyła się drużyna, czyli jak Szurkowski wygrał dzięki Szozdzie

Pierwszy września 1973 r., Barcelona. Wyścig o kolarskie mistrzostwo świata amatorów.
Kamerzysta na motocyklu zarejestrował ten moment: na łagodnym łuku jadący na czele grupy Szozda nagle zwalnia i zjeżdża na prawą stronę szosy. Francuz i Duńczyk (również jadący w czołówce) prawdopodobnie są przekonani, że Polacy chcą, by to Szozda wygrał.
A zatem pilnują Szozdę i również zwalniają. W tym momencie jadący na ostatnim miejscu Szurkowski nagle objeżdża ich od wewnętrznej strony i ucieka.
Niezagrożony przez nikogo Szurkowski samotnie minął linię mety, a pół minuty później obserwował, jak Szozda fantastycznie finiszuje przed Francuzem i Duńczykiem
Takiego triumfu w historii polskiego kolarstwa jeszcze nie było. Tym bardziej że cztery dni wcześniej Szozda, Szurkowski, Lucjan Lis i Tadeusz Mytnik zdobyli złoty medal w wyścigu drużynowym.

Był niesamowity

Szozda był jednym z najlepszych kolarzy w dziejach tej dyscypliny sportu w naszym kraju, dwukrotny mistrz świata i dwukrotny srebrny medalista olimpijski, zwycięzca Wyścigu Pokoju i Tour de Pologne.
Był idolem kibiców lat 70., w 1973 roku zajął drugie miejsce w plebiscycie "Przeglądu Sportowego" na najpopularniejszego sportowca Polski. Przez całą karierę rywalizował z innym wielkim kolarzem Ryszardem Szurkowskim.
Karierę zakończył po upadku w Wyścigu Pokoju w 1978 roku.