Największe wpadki roku w naszym sporcie

W mijającym roku siatkarze Zaksy wywalczyli czwarte miejsce Lidze Mistrzów, szczypiorniści Gwardii awansowali do najwyższej klasie rozgrywkowej, piłkarze Odry dołączyli do II ligi, żużlowiec Kolejarza znalazł się w finale IMP, ale nie obyło się też, niestety, bez wpadek. I to sporego kalibru ...

Koniec marzeń o podboju Europy

To była chyba najbardziej spektakularna wpadka naszego zespołu. Wyjazdowa porażka z Galatasaray zadecydowała bowiem, iż Zaksa Kędzierzyn-Koźle, czyli drużyna, która w poprzednim sezonie zajęła czwarte miejsce w Lidze Mistrzów, teraz nie zdoła nawet wyjść z grupy. Mało tego, odpadła w ogóle z europejskich pucharów.
Żal jest tym większy, iż na pożegnanie kędzierzynianie okazali się gorsi od ekipy, która we wcześniejszych pięciu meczach tych zmagań wygrała... tylko dwa sety! W dodatku wszystkie inne zespoły zagrały pod nasz, trójkolorowi zapomnieli jednak o tym, że oni również muszą osiągnąć odpowiedni wynik. Knack Roeselare zwyciężyło przecież na wyjeździe VFB Friedrichshafen 3:2, a Biełogorie Biełgorod pokonało bez straty seta Noliko Maaseik, które awansowało właśnie kosztem Zaksy. W dodatku, jak się później okazało, gdyby kędzierzynianie wygrali choćby po tie braku - to przy takich właśnie wynikach, jak i rozstrzygnięciach w innych grupach - i tak graliby dalej!

Gwardia ostatecznie ze Stalą tylko zremisowała Gwardia ostatecznie ze Stalą tylko zremisowała fot. Ewa Mirkowska

Cała Polska się śmiała

Nie mniejszym echem chyba odbiło się w kraju to co zrobili piłkarze ręczni Gwardii Opole w meczu u siebie ze Stalą Mielec. Co prawda gospodarze zremisowali, ale taki wynik można było przyjąć co najmniej jak porażkę. Ówcześni podopieczni Marka Jagielskiego bowiem po pierwszej połowie prowadzili różnicą 11 bramek, a tuż po zmianie stron nawet tę przewagę zdołali powiększyć. Co z tego jednak, skoro w pewnym momencie zupełnie przestali grać, oddali inicjatywę rywalom, którzy systematycznie odrabiali straty i na blisko trzy minuty przed końcem spotkania zupełnie je zniwelowali. Jakby tego było mało, przy odrobinie szczęścia mogli nawet to spotkanie wygrać.

Opolanie sporą przewagę zdołali stracić także w spotkaniu z Górnikiem Zabrze, gdy po kilku minutach prowadzili już pięcioma bramkami, na przerwę schodzili z podniesionymi głowami, a mecz kończyli z mocno pochylonymi.

Gwardia Opole - Vive Targi Kielce 20:35 Gwardia Opole - Vive Targi Kielce 20:35 Fot. Materiały Gwardia Opole

Cztery bramki w 30 minut

Negatywny rozgłos szczypiorniści z Opola zyskali również po tym co zrobili podczas meczu w ramach Puchar Polski. W wyjazdowego starciu z KPR-em Legionowo bowiem, przez pół godziny (od 20. do 50. minuty meczu) zdobyli cztery bramki (!) i ostatecznie ulegli 16:22. Do tego przez kwadrans - na przełomie pierwszej i drugiej połowy - nie rzucili celnie choćby raz. O bezsilności w poczynaniach ofensywnych opolan jeszcze dobitniej może świadczyć rzut oka na statystyki rzutów karnych: a mianowicie gwardziści wykorzystali jedną na sześć prób!
Taki wynik boli tym bardziej, iż kilka tygodni wcześniej Gwardia wygrała z tą samą drużyną i to w jej hali, zdobywając przy tym blisko dwa razy więcej goli.

Odra Opole w Drugiej Lidzie, w tej rundzie spisuje się wyjątkowo słabo, zwolniono trenera Odra Opole w Drugiej Lidzie, w tej rundzie spisuje się wyjątkowo słabo, zwolniono trenera Fot. Michał Grocholski / Agencja Gazeta

Fatalny finisz z outsiderem

Wpadki nie ustrzegli się również piłkarze Odry Opole, a za największą uznać należy fatalna porażkę w ostatniej tegorocznej kolejce ligowej z ostatnią drużyna w tabeli Jarotą Jarocin. Na inaugurację sezonu ligowego opolanie wygrali u siebie 3:0 i na rewanż do Jarocina jechali jako zdecydowany faworyt. Tymczasem już po półgodzinie gry przegrywali 0:2, a ostatecznie mecz zakończył się ich porażką 1:3.
Podobnych wpadek było zresztą więcej dość przypomnieć, choćby 0:4 z Rozwojem Katowice i Polonia Bytom, czy choćby fatalne pierwsze sześć minut meczu w Głogowie, po których Odra przegrywała już 0:2, by ostatecznie polec 1:4.

To już ostatnia okazja dla opolskich kibiców, aby zobaczyć żużlowców w akcji To już ostatnia okazja dla opolskich kibiców, aby zobaczyć żużlowców w akcji Fot. Michał Grocholski / Agencja Gazeta

Stracili miano panów własnego toru

O ile żużlowcom Kolejarza Opole różnie wiodło się w ostatnich latach, o tyle u siebie wszystkie mecze wygrywali, lub z rzadka remisowali. To co jednak wydarzyło się 25 sierpnia na stadionie przy ul. Wschodniej wzburzyło najwierniejszych fanów. Nasz zespół uległ bowiem 42:48 ekipie Wandy Kraków, którą wcześniej w Opolu niemiłosiernie objeżdżali. Do tego ta porażka przepełniła czarę goryczy, albowiem dwa tygodnie wcześniej z tym samym zespołem kolejarze ulegli na wyjeździe 30:60, a w międzyczasie skompromitowali się jeszcze bardziej zdobywając w Rybniku (przeciwko ekipie RKM-u) tylko 25 punktów, a tracąc 65!

Jacek Morajko Jacek Morajko Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta

Wpadka kibiców

Bardzo nietypową przygodę na trasie miał najlepszy kolarz z Opolszczyzny Jacek Morajko, który podczas tegorocznego, 70. Tour de Pologne został zdyskwalifikowany przez... kibiców. Na przedostatnim etapie imprezy pochodzący z Głuchołaz kolarz choć dotarł do mety został zdyskwalifikowany. Jak argumentowali sędziowie podczas podjazdu na premię górska został on... wepchnięty przez kibiców. - Jestem w szoku, nie wiem co powiedzieć. Ludzie podbiegali, ale ja na to nie mam wpływu, poza tym nie tylko mnie popychali - tłumaczył. Tymczasem dyskwalifikacją został ukarany tylko Morajko i była to zresztą jedyna dyskwalifikacja zawodnika w całym tourze.

Trenerzy naszej wielkiej trójki

Gwardia, Odra i Zaksa miały zdecydowanie lepsza pierwszą połowę roku niż drugą. Szczypiorniści i futboliści wywalczyli wówczas upragnione awanse (odpowiednio do elity piłki ręcznej i na trzeci poziom piłki nożnej), z kolei siatkarze Zaksy znaleźli się w najlepszej czwórce Europy i zdobyli wicemistrzostwo Polski. W każdej z tych drużyn jednak w pewnym momencie zmieniono trenera. W dwóch pierwszych przypadkach, odpowiednio Marek Jagielski i Dariusz Żuraw, odeszli ze względu na słabe wyniki na wyższym szczeblu rozgrywkowym, z kolei Daniel Castellani opuścił Kędzierzyn-Koźle z powodów finansowych.