Najbardziej niedoceniany sportowiec w Polsce [WIDEO]

Jest jedynym Polakiem, który zwycięsko wyszedł ze zmagań w Rajdzie Dakar, a w tym roku zajął w nim doskonałe drugie miejsce. Tymczasem w mediach ogólnopolskich Dariusz Rodewald praktycznie nie istnieje. Co najwyżej wspomina się o nim jako Holendrze lub ewentualnie członku holenderskiego teamu. Zobacz jak zajął drugie miejsce w tegorocznym Rajdzie Dakar.
Dariusz Rodewald (z polską flagą) świętuje wraz ze swoim teamem zwycięstwo w Dakarze 2012 Dariusz Rodewald (z polską flagą) świętuje wraz ze swoim teamem zwycięstwo w Dakarze 2012 archiwum prywatne

Nawet polska flaga nie pomaga

Choć sam stara się podkreślać swoją "polskość", w kraju od lat pozostaje niemalże zupełnie niezauważony. A przecież zadbał o to, by na kombinezonie, na ciężarówce i materiałach teamu wszędzie widniała polska flaga. Nawet na mecie Dakaru w 2012 roku, kiedy zwyciężył, specjalnie rozwinął naszą flagę narodową (na zdjęciu). - Niestety, to nic nie daje, a co roku sytuacja się powtarza, że przedstawia się mnie jako Holendra, i chyba tak już zostanie ? mówi z uśmiechem. ? A wszystko przez to, że mam holenderską licencję rajdową. Ale gdybym jej nie miał, to nie zostałbym w teamie drugim kierowcą naszej ciężarówki - zaznacza.

Dzięki temu jest nie tylko mechanikiem załogi Team de Rooy, ale może też prowadzić samochód. - Jeżdżę na dojazdówkach, na trasie pomiędzy odcinkami specjalnymi. Na oesie za kierownicę zasiada Gerard de Rooy. Kiedy ja prowadzę, on odpoczywa, może pospać i na najtrudniejszych odcinkach jest na sto procent skoncentrowany - tłumaczy rajdowiec, który do Holandii wyjechał z Olesna.

Załoga Team de Rooy 2014 na mecie Rajdu Dakar Załoga Team de Rooy 2014 na mecie Rajdu Dakar Fot. Facebook

Drugie miejsce nieco rozczarowało

Polski mechanik Team dr Rooy nie ukrywa, że drugie miejsce na mecie Rajdu Dakar 2014 nie jest do końca satysfakcjonujące. - Jechaliśmy po zwycięstwo, było bardzo blisko, ale się nie udało. Dodatkowo przegraliśmy tak małą różnicą, ledwie półtorej minuty, i to po niesłusznej decyzji sędziów - przypomina.

- Przed ostatnim etapem wyprzedzający nas Rosjanie mieli kilka minut przewagi, ale do mety przyjechali długo po nas. Później złożyli jednak protest i sędziowie oddali im czas. Tłumaczyli, że na trasie pomagali jednemu z kierowców, który miał wypadek, i nie mogli przez to przejechać. Sędziowie uznali, że kiedy my przejeżdżaliśmy obok, specjalnie zepchnęliśmy samochód, żeby zablokować trasę rywalom. Później dostarczyliśmy film z dowodem, że tak nie było, że przejechaliśmy, ale auto zostało nienaruszone, a oni także przejechali i zatrzymali się dopiero później, żeby naprawić coś w swoim samochodzie. Niestety, było już za późno, po komisji sędziowskiej, i nie dało się cofnąć decyzji. Przez to przegraliśmy, wielka szkoda.

Załoga Gerard de Rooy/Dariusz Rodewald/Jurgen Damen w Dakarze 2015 zajęła dziewiątą pozycję Załoga Gerard de Rooy/Dariusz Rodewald/Jurgen Damen w Dakarze 2015 zajęła dziewiątą pozycję Fot. dakar-derooy.com

Najtrudniejszy Dakar od lat

W Rajdzie Dakar Rodewald startował już po raz piąty, a jak podkreśla tak ciężkiej trasy jak w tej edycji jeszcze nie było. - To był prawdziwy Dakar, nieprzypadkowo najtrudniejszy rajd na świecie. W tamtym roku było chyba trochę zbyt łatwo, bo co to za sztuka jechać 140 km na godz. na prostej drodze. W tym roku organizatorzy pokazali, że można zrobić piekielnie trudną trasę. I to była chyba największa frajda i satysfakcja, że udało się dojechać i zająć niezłe miejsce. Bywały niezwykle trudne odcinki, przez tyle lat jeżdżenia na Dakarze takich jeszcze nie widziałem. Na jednym z nich odpadły 34 samochody, i to już o czymś świadczy - zauważa.

- Ale tak naprawdę dla nas im jest ciężej, tym lepiej. Jesteśmy dużym teamem, przygotowanym na to, małe drużyny narzekają, bo jest większa możliwość, że coś nie wyjdzie, zdarzy się wypadek. Poza tym to generuje dodatkowe koszty. My byliśmy doskonale przygotowani, a także dzięki temu możemy własnie pokazać swoją siłę.

Team de Rooy 2014 Team de Rooy 2014 Fot. Facebook

Trzy koła zamiast czterech. Tak też można jechać

- Poza tą pechową końcówką rajdu, ogólnie jesteśmy bardzo zadowoleni. Jechało się naprawdę super, wyjątkowo dobrze szło nam w tym roku. Cały team świetnie się spisywał, nie mieliśmy żadnych poważniejszych awarii na trasie, tak jak w zeszłym roku, kiedy przez samochód straciliśmy szansę na zwycięstwo. Nawet wieczorami na biwakach nie było zbyt dużo pracy - opowiada 30-latek.

- Choć zdarzały się różne sytuacje. Najtrudniejsza była kiedy na jednym bardzo ciężkim odcinku urwaliśmy półoś, co spowodowało, że zamiast napędu na cztery koła, był tylko na trzy. Ale jakoś poradziliśmy sobie, dojechaliśmy na trzech i okazało się, że wynik był naprawdę super, byliśmy w czołówce. To jest prawdziwa uciecha z rajdów terenowych, że z nawet jak są ogromne problemy, da się dojechać na wysokim miejscu. Z kolei na innym etapie mieliśmy niebezpieczną przygodę, kiedy wpadliśmy z duża prędkością w ogromną dziurę, której nie było widać. Przez parę sekund zrobiło mi się ciemno przed oczami, i to nie tylko mnie, ale jesteśmy do tego przyzwyczajeni i przygotowani także fizycznie.

Holendersko-belgijsko-polska załoga Gerard de Rooy/Tom Colsoul/Dariusz Rodewald jedzie ciężarówką iveco torpedo Holendersko-belgijsko-polska załoga Gerard de Rooy/Tom Colsoul/Dariusz Rodewald jedzie ciężarówką iveco torpedo Fot. dakar-derooy.com

Człowiek, tak jak maszyna, też musi być przygotowany

- Przez cały rok przygotowujemy do startu także siebie: trzy razy w tygodniu mamy siłownię, trenujemy na dużych ciężarach, żeby wzmocnić mięśnie kręgosłupa, wypracować siłę, aby nie było żadnego urazu na trasie. Przed i na rajdzie także oczywiście specjalna dieta. Aby pojechać w takim wyścigu nie wystarczy mieć samochód, bo nawet najlepszy sprzęt bez odpowiedniej załogi nic nie da. Cały rok na to pracujemy, by być przygotowanym. Na rajdzie był z nami oczywiście fizjoterapeuta i lekarz, a nawet własna kuchnia.

Załoga Gerarda de Rooy'a straciła prowadzenie w Rajdzie Dakar 2014 Załoga Gerarda de Rooy'a straciła prowadzenie w Rajdzie Dakar 2014 www.dakar-derooy.com

Najgorzej było w Andach

- Najtrudniejsze odcinki, jak dla mnie, były w wysokich górach. Wjazdy na kilka tysięcy metrów, a później gwałtowne zjazdy, nie wiadomo co gorsze. Trzeba było bardzo uważać. W Andach był taki odcinek, kilkusetkilometrowy - bardzo długo, bardzo wysoko, ze stromymi zjazdami, a trzeba przecież jechać szybko, nawet po 140 km na godz. Dodatkowo wysokość i zmęczenie rajdem robią swoje, trudno o koncentrację, prawie zasypiało się w samochodzie.

Wielki skoczek, będzie wielkim rajdowcem

Podczas Dakaru Rodewald widywał się oczywiście także z innymi reprezentantami naszego kraju. - Mogłem w końcu porozmawiać trochę po polsku - śmieje się. - Z Rafałem Sonikiem spotkałem się może tylko z dwa razy w przelocie, ale była okazja, żeby więcej porozmawiać z Krzysztofem Hołowczycem, a zwłaszcza z Adamem Małyszem - wspomina.

Chwali szczególnie właśnie byłego skoczka narciarskiego. - Adam jest bardzo mądrym i spokojnym zawodnikiem, wie już, o co chodzi w Dakarze, wie, że nie da się wygrać na szybko, trzeba trochę pojeździć, zdobyć doświadczenie. Że nie można szarżować, bo chwila nieuwagi, wypada się z trasy i jedzie do domu. Trzeba jeździć spokojnie i konsekwentnie do skutku i Adam doskonale to rozumie. Kieruje naprawdę doskonale, a z roku na rok na pewno będzie coraz wyżej.

Team de Rooy 2014 Team de Rooy 2014 Fot. Facebook

Już myśli o kolejnym Dakarze

- Oczywiście, już w trakcie rajdu rozmawialiśmy o następnym. Plan jest zresztą już dość konkretny, mamy projekty samochodów, które będziemy budować, dlatego w poniedziałek spotykamy się i zaczynamy przygotowania, aby wystartować jeszcze lepiej. Samochody na razie płyną do Europy, będą dopiero za miesiąc. Na początek czeka nas więc analiza, bo na trasie wszystko notujemy, a później rozmawiamy co się stało, co można było zrobić lepiej, gdzie pojechać szybciej, co poprawić. A jak tylko wrócą samochody rusza nowy projekt, budowa, testy. To bardzo czasochłonne - stwierdza.

Podkreśla przy tym, że rok na przygotowania to wcale nie jest dużo. - W 2013 roku w ogóle nie jeździliśmy w innych rajdach, bo przygotowywaliśmy się specjalnie do Dakaru. Chcieliśmy dopracować samochód, a rajdu czasowo nam nie pasowały, lepiej było pojechać na testy do Maroko, Francji, czy Niemiec. Mimo to i tak do ostatniej chwili trwała ciężka praca, bo np. w drugim samochodzie naszego teamu części doszły tuż przed samym rajdem. Byliśmy już w Argentynie, a nowy silnik przyleciał samolotem i wymienialiśmy go tuż przed samym startem, testowany był tylko na hamowni, bo na trasie nie było już czasu.