Jak 25-lecie wolnej Polski wykorzystał opolski sport?

Jak nasze kluby sportowe poradziły sobie z przemianami ustrojowymi? Wykorzystały czy straciły swoją szansę? Trudno o jednoznaczną ocenę. Nie ma jednak wątpliwości, że przemiany 1989 roku były wyjątkowo trudne dla naszych sportowców, trenerów, a zwłaszcza działaczy.

Inne realia

W "wolnej Polsce" pojawiły się zupełnie inne realia funkcjonowania sportu, nastały inne - wolnorynkowe - zasady finansowania klubów, a działacze musieli zmienić się w menedżerów. Całościową klasyfikację ostatniego ćwierćwiecza naszego sportu dodatkowo utrudnia reforma administracyjna przeprowadzona w 1999 roku (na zdjęciu walka w obronie regionu). Przed nią bowiem Opolszczyzna, na tle innych regionów, miała się czym pochwalić, po niej jesteśmy już, niestety, na szarym końcu. Spróbujmy jednak podjąć się takiego zadania.

Indywidualnie dobrze...

Nie sposób analizować ostatnich 25 lat naszego sportu bez podziału na dyscypliny indywidualne i zespołowe. Patrząc na tą pierwszą grupę trudno nie stwierdzić, że było i jest naprawdę bardzo dobrze, a na pewno sztandarowymi dyscyplinami pozostają niezmiennie podnoszenie ciężarów i dżudo. W nich to dochowaliśmy się sportowców, którzy świetnie reprezentowali nas nie tylko w kraju, ale i za granicą. Takie nazwiska jak Krzysztof Siemion, Szymon Kołecki (na zdjęciu), Bartłomiej Bonk czy Urszula Sadkowska, Marzena Węgrzyn, Beata Kucharzewska czy Tomasz Kowalski rozsławiały Opole na mistrzostwach świata i igrzyskach. Nieźle było również m.in. z pływaniem, badmintonem, lekkoatletyką, kajakarstwem, kolarstwem zapasami, short-trackiem czy sportami walki.

W drużynie oldboyów Mostostalu spotkali się koledzy z najlepszych czasów nasze drużyny W drużynie oldboyów Mostostalu spotkali się koledzy z najlepszych czasów nasze drużyny SŁAWOMIR MIELNIK

...zespołowo gorzej

Jeśli chodzi o gry zespołowe jest znacznie gorzej, a patrząc choćby przez pryzmat liczby naszych drużyn w ekstraklasie widać, że poziom mocno się obniżył. Swego czasu mieliśmy zespoły w najwyższej klasie rozgrywkowej m.in. w piłce nożnej i ręcznej, żużlu oraz koszykówce, teraz zostały nam tylko hokej i siatkówka. I to właśnie o tej ostatniej dyscyplinie możemy śmiało mówić o sporcie numer jeden w regionie. O sukcesach Stali Nysa w latach 90. i Mostostalu Kędzierzyn-Koźle na przełomie wieków mówiła cała Polska i nie tylko (kędzierzynianie dwa razy dotarli do finału Ligi Mistrzów). Z drugiej strony nie wykorzystano potencjału kobiecej siatkówki, bo gdy w Opolu stworzono perspektywiczną drużynę AZS-u, urwało się finansowanie i zespół zniknął. Dziś dziurę tę próbuje wypełnić SMS LO2.

Jerzy Klempel Jerzy Klempel fot. Archiwum prywatne

Oczekiwania kibiców znacznie większe

Swoje piękne chwile miał też basket, a szczególnie koszykarki z Brzegu (Stal, Kama, Cukierki, Odra). Niezły poziom cały czas trzymają panowie z Pogoni Prudnik, z kolei w Opolu sport ten całkowicie zaginął. Swoje wzloty i upadki przeżywała również piłka ręczna, choć tych drugich chwil było niestety więcej. Incydentalny udział Gwardii Opole w ekstraklasie, dobre momenty Stali/ASPR Zawadzkie, Olimpu Grodków czy TOR-u Dobrzeń Wielki, to zdecydowanie zbyt mało jak na oczekiwania kibiców. Zwłaszcza że w przeszłości byliśmy potęgą w tym sporcie, a z Opola pochodził choćby Jerzy Klempel (na zdjęciu) najlepszy szczypiornista w historii naszego kraju.

Najpopularniejsze, nie znaczy najlepsze

Wreszcie dochodzimy do sportów najbardziej niespełnionych: piłki nożnej i żużla. W futbolu w ostatnim ćwierćwieczu nie mieliśmy w elicie niestety ani jednego klubu, choć na jej zapleczu dzielnie walczyły Odra Opole i ostatnio MKS Kluczbork.

To i tak lepiej niż w czarnym sporcie, gdyż ani Kolejarz Opole, ani TŻ (na zdjęciu) nie dały rady wzbić się na ten poziom. - Samo chwalenie się posiadaniem mistrza świata i organizowanie turnieju jego imienia, na który przychodzi 150 osób, nie może wypełnić luki. A przecież nie trzeba daleko sięgać pamięcią, by przywołać imprezy, gdy trybunach przy ul. Wschodniej było nawet osiem tysięcy ludzi - wspomina Lucjusz Bilik były wieloletni urzędnik departamentu kultury i sportu urzędu marszałkowskiego.

Sytuację utrudniały dodatkowo zawirowania organizacyjne w obu dyscyplinach. - Przez ten czas przeżyłem chyba ze cztery Odry i Kolejarze. Piłka nożna jest zbyt drogim sportem, by na Opolszczyźnie choćby marzyć o ekstraklasie. I liga to już bardziej - zauważa Stefan Zdziechowski, który przez ostatnie 25 lat zajmował się sportem w opolskim ratuszu. Sporym minusem jest także to, iż coraz mniejsze rolę w naszych czołowych klubach odgrywają wychowankowie. Ze świecą szukać ich choćby w Zaksie, MKS-ie czy Odrze, nieco lepiej jest pod tym względem w Gwardii, a zwłaszcza w Orliku.

Engelbert Jarek, supersnajper Odry Opole lat 50. i 60. Engelbert Jarek, supersnajper Odry Opole lat 50. i 60. Zdjęcie dzięki uprzejmości strony: historia-odry.opole.pl

Czemu tak się dzieje?

Odpowiadając na to pytanie, trzeba wziąć pod uwagę zwłaszcza to, iż zmieniły się warunki finansowania sportu. W poprzednim ustroju z zakładów pracy i instytucji na tę dziedzinę szły ogromne pieniądze, a jeszcze 25 lat temu wielu sportowców zatrudnionych było na etatach w firmach. Po 1989 roku to się skończyło, a najbardziej odczuły to gry zespołowe. Nie każdy klub nadążył za zmianami ustrojowymi, za większą samodzielnością i szukaniem sponsorów. - Można na to patrzeć dwojako: wtedy było lepiej, bo była stabilizacja, a jeżeli czegoś brakowało, to prezes dzwonił do komitetu wojewódzkiego i miał sprawę załatwioną. Teraz działacze sami muszą się starać i dużo zależy od ich operatywności - zauważa Zdziechowski i przypomina, że w pierwszym okresie po transformacji urzędy nie mogły nawet przyznawać dotacji na sportowców, bo nie było podstaw prawnych. - To, co się dzieje w tej chwili, jest od zaledwie kilku lat. Wcześniej kluby musiały radzić sobie same, nie każdy zresztą był w stanie wywiązać się ze zobowiązań - podkreśla, podając przykład upadku dekadę temu Orlika Opole.  - Teraz głównym źródłem finansowania są samorządy, a tam gdzie one sobie z tym poradziły, sport rozwija się bardzo dobrze - dodaje z kolei Bilik. Nie kryje przy tym, iż w wielu klubach nie poradzono sobie z przekształceniem funkcji działacza w menedżera. - Jest wiele zarządów, które jeszcze dziś funkcjonują na starych schematach, licząc, że ktoś im przyjdzie z pomocą - wyjaśnia.

Nie wszystko negatywne

Plusem jest z kolei to, że kilku klubom udało się przejść transformację z pożytkiem dla sportowców i kibiców. W tych trudnych warunkach chyba najlepiej poradzili Budowlani Opole, którzy w 1989 roku stratowali praktycznie od zera, a w wolnej Polsce niezmiennie zdobywają medale największych imprez. Po latach słabszych na prostą wychodzi także Gwardia Opole, gdzie zebrała się grupa, która konsekwentnie dąży do wyznaczonego celu. - Zmieniły się uwarunkowania samego zarządu klubu, zaplecze, obiekt, postawili na szkolenie młodzieży. Stworzyli przestrzeń funkcjonowania, która jest gwarantem, że w najbliższym czasie będzie dobrze - chwali Bilik.

Przez ten czas byliśmy też świadkami narodzin wielkiej siatkówki w Kędzierzynie-Koźlu. A choć Mostostal i Zaksa miały to szczęście, że wiodącym sponsorem jest potężny zakład, trzeba podkreślić także ogromny wkład pracy Kazimierza Pietrzyka. Co ciekawe są i takie kluby, które choć od lat nie mają wielkich pieniędzy, utrzymują się przy życiu, czego przykładem jest Orlik.

Jest gdzie uprawiać sport

Patrząc całościowo na zagadnienie sportu, nie musimy na pewno wstydzić się naszych obiektów. Dumni możemy być choćby z kędzierzyńskiej hali Azoty (na zdjęciu), a wkrótce zapewne także z Okrąglaka, kompleksów piłkarskich w Brzegu, Kluczborku i Opolu, a także stadionów lekkoatletycznych (w Opolu i Kędzierzynie-Koźlu), wielofunkcyjnej hali przy kampusie Politechniki Opolskiej czy pływalni Wodna Nuta. W tym czasie powstało też wiele nowoczesnych sal przyszkolnych, a w całym województwie na palcach jednej ręki można policzyć gminy, które nie mają pełnowymiarowej hali czy boiska typu orlik. A przecież na efekty tych inwestycji wciąż jeszcze czekamy.

W tyle za innymi regionami pozostaliśmy niestety, jeśli chodzi o hale, w których można by organizować duże imprezy sportowe. Nie trzeba nam tak wielkich obiektów jak Kraków Arena czy Atlas Arena w Łodzi, ale hala np. na 5 tys. widzów przydałaby się jak najbardziej. Wówczas mecze rundy grupowej mistrzostw świata czy Europy w piłce ręcznej, siatkówce lub finały Pucharu Polski w tych dyscyplinach nie byłyby dla nas tak nieosiągalne jak teraz.