Nie ma takiego kontraktu, którego nie da się zerwać

Wciąż trwają rozmowy na temat rozwiązania umowy pomiędzy Zaksą Kędzierzyn-Koźle, a Antoninem Rouzierem. W klubie nie ukrywają, że chcą się "pozbyć" zawodnika, ten jednak nie zamierza odpuszczać. To nie pierwsze zawirowania kontraktowe, nie tylko w kędzierzyńskiej ekipie, ale i w ogóle w Opolskim sporcie. Zobacz jak to bywało wcześniej.
Elvi Dalsires Contreras de los Santos Elvi Dalsires Contreras de los Santos www.dinamokrasnodar.ru

Elvis Contreras

Najświeższy przykład? Szukać daleko nie trzeba. Pozostańmy w Zaksie, albowiem chyba wszyscy kibice pamiętają głośną sprawę z Elvim Contrerasem, którego zatrudniono przed poprzednim sezonem. Przyjmujący rodem z Dominikany przez zakaz wjazdu do państw Unii Europejskiej nie mógł jednak przybyć do Polski i po blisko trzech miesiącach oczekiwań w końcu z niego zrezygnowano. On sam znalazł nowy klub poza UE - rosyjską Iskrę Odincowo.

Bartosz Kurek

Swego czasu problemy z umową były także w przypadku Bartosza Kurka. Tutaj rozchodziło się jednak o zupełnie inną sprawę. Po zakończeniu sezonu 2007/08 siatkarz deklarował chęć przenosin do Skry Bełchatów, a tamtejszy klub potwierdzał, że czeka na niego miejsce w składzie. Według działaczy Zaksy Kurek był jednak wciąż ich zawodnikiem i w tej drużynie powinien rozegrać kolejny sezon. W trzyletniej umowie, która skończyła się 30 czerwca, był bowiem zapis, że w przypadku gdy siatkarz nie będzie chciał przedłużyć kontraktu, ma o tym poinformować trzy miesiące przed jego wygaśnięciem. Jeśliby tego nie zrobił, to zarząd ma prawo przedłużenia z nim umowy na kolejny rok ... i tak właśnie się stało. Inaczej twierdzili menedżerowie Kurka i działacze Skry, którzy jednak odżegnywali się od udziału w sporze, twierdząc, że nie są stroną. Ostatecznie prezesi obu klubów podpisali porozumienie, na mocy którego Kurek przeszedł do bełchatowskiego zespołu. W zamian kędzierzynianie otrzymali pieniądze

Frank Adu Kwame

28-letni obrońca LZS-u Piotrówka rodem z Ghany na początku tego roku stał się bohaterem, a raczej antybohaterem, zimowego okienka transferowego śląskiej piłki. Na początku stycznia przyjechał na testy do I-ligowego GKS-u Katowice, trenował z drużyną przez kilkanaście dni, by nagle pojawić się na sparingu... ekstraklasowego Piasta Gliwice.
Wywołało to skandal, działacze GieKSy oskarżyli Piast o kradzież zawodnika, gliwiczanie oczywiście odpierali te zarzuty. Choć Piast zdecydował się na zakontraktowanie piłkarza, a nawet ogłosił, że już podpisał umowę, ostatecznie ... zaginął jego certyfikat i piłkarz powrócił do Piotrówki.

Kwame właśnie podpisał kontrakt z innym śląskim ekstraklasowcem Podbeskidziem Bielsko-Biała.

Amerykanki w Brzegu cz. 1

Niemało kłopotów było także z koszykarkami Cukierków Odry Brzeg. W szczególności z Amerykankami, z którymi bywało nawet tak, że zanim wyszły na parkiet, aby potrenować z drużyną, już musiały wracać do domu.

Swego czasu działacze postanowili bardzo szybko zrezygnować z usług Shan Moore i Ty Moore, bo... nie spodobało im się w Brzegu. Obie zawodniczki po zakwaterowaniu w wynajętym przez klub mieszkaniu stwierdziły, że nie ma w nim anteny satelitarnej i internetu, w związku z tym postanowiły zastrajkować i nie przyszły na trening. Zagroziły przy tym, że nie pojawią się, dopóki klub nie spełni ich żądania. Ówczesny trener Krzysztof Kubiak (na zdjęciu) nie uległ jednak naciskom swoich podopiecznych, a obie zawodniczki w naszej drużynie w ogóle nie zagrały.
Podobne były losy kilku innych koszykarek , które również podpisały kontrakty z klubem , a potem nie zagrały dla niego choćby sekundy. Tak było m.in. w przypadku Amerykanki Laury Aloisi oraz Kanadyjki Kristy Phillips. Pierwsza odniosła kontuzję stawu skokowego już na pierwszym treningu w Brzegu i musiała wracać do domu. Druga tuż po zawarciu umowy z Odrą tak dobrze spisywała się podczas mistrzostw świata, że zwróciła uwagę znacznie bogatszych ekip i ostatecznie wybrała ofertę gry w lidze włoskiej.

Kheili Beachem wsławiła się nie tyle grą, co jazdą samochodem na podwójnym gazie Kheili Beachem wsławiła się nie tyle grą, co jazdą samochodem na podwójnym gazie Fot. Andrzej Monczak / AG

Amerykanki w Brzegu cz. 2

Najczęściej jednak zawodniczki zza oceanu przyjeżdżały, rozgrywały kilka spotkań w barwach Odry i musiały wracać do domów. Szczególny przypadek to Lavesa Glover, która wystąpiła w zaledwie paru meczach, po czym wyjechała do domu w sprawach rodzinnych i słuch o niej zaginął. Później pojawiły się pogłoski o rozwiązaniu z nią kontraktu za porozumieniem stron, a kiedy wreszcie się odnalazła i chciała wrócić, Odry nie było już na nią stać.

Zdarzały się także i inne powody rozstania z naszym klubem, a kibicom Odry z pewnością najbardziej wryły się w pamięć dwa szczególne przypadki: Kheili Beachem, którą złapano pijaną za kierownicą (miała półtora promila alkoholu we krwi), i dramat życiowy Whitney Tossie, u której lekarze wykryli chorobę nowotworową. Choć klub zaproponował jej sfinansowanie leczenia w Polsce, ostatecznie postanowiła wrócić do Stanów Zjednoczonych.

Zbigniew Bródka Zbigniew Bródka Fot. Jens Meyer AP

Zbigniew Bródka

Karierę sportową zaczynał jako short-trackowiec, ale z powodu licznych kontuzji postanowił zmienić dyscyplinę i przeniósł się do łyżwiarstwa szybkiego. Jak się okazało był to strzał w dziesiątkę, bowiem szybko zaczął odnosić sukcesy w swojej nowej specjalności, a pod koniec 2009 roku udało mu się wywalczyć kwalifikację na igrzyska w Vancouver.
Kiedy wydawało się, że panczenista AZS-u KU Politechnika Opolska będzie pierwszym zimowym olimpijczykiem z naszego regionu od 58 lat, Bródka niespodziewanie - tuż przed wylotem do Kanady - zmienił klub i powrócił do rodzinnych Domaniewic. W igrzyskach wystąpił już jako zawodnik tamtejszej Błyskawicy i reprezentant województwa łódzkiego.
Po kilku latach strata Bródki okazała się niezwykle bolesna, bowiem w minionym sezonie zwyciężył on rywalizację w Pucharze Świata na dystansie 1500 metrów, zdobył także brązowy medal mistrzostw świata w Soczi, a za nieco ponad pół roku, na tym samym torze, będzie walczył o podium igrzysk olimpijskich.

Urszula Sadkowska (w niebieskim) Urszula Sadkowska (w niebieskim) Fot. Michał Grocholski / AG

Urszula Sadkowska

Słowna przepychanka pomiędzy trenerami i działaczami TS Gwardia Opole i Nippon Olsztyn w sprawie Sadkowskiej ciągnęła się przez kilka miesięcy niczym brazylijska telenowela, a obie strony zgodnie twierdziły, że dżudoczka jest zawodniczką właśnie ich klubu. Atmosferę podgrzewał dodatkowo fakt, że zdecydowanie najlepsza wówczas polska dżudoczka miała już zapewniony start na igrzyskach w Londynie, a jej forma i wcześniejsze wyniki rokowały, że może tam uzyskać niezły wynik.
Sama Sadkowska zarzucała Gwardii, że klub nie wypłacił jej należnych premii za wyniki (około 15 tys. zł, plus 20 tys. dla jej trenera Aleksandra Wolskiego), z kolei działacze z Opola tłumaczyli, że owszem zaległości są, ale nie aż tak duże. Dodatkowo Gwardia postanowiła zawiesić zawodniczkę za to, że nie przyjechała do Opola na mistrzostwa Polski, ona z kolei tłumaczyła, że w ten sposób chciała zastrajkować i pokazać, że nie będzie już dłużej czekać na pieniądze.
Ostatecznie Sadkowska wróciła do rodzinnego Olsztyna, a w Londynie wystąpiła w barwach Nipponu. Świata jednak nie zawojowała, bo odpadła już w pierwszej rundzie.